Poranek jak każdy tutaj, ciepło ale nie gorąco, przyjemne wilgotne powietrze, słońce dopiero co wstaje bo jest po 7. 

Do portu Kikiaola na wyspie Kawai’i przyjechaliśmy naszym czadowym mustangiem (innych „małych” nie mają tu w wypożyczalni).

Dziś zobaczymy Na Pali, wysławione wśród żądnych przygód podróżników wyjątkowe wybrzeże.

Ale zaraz, dlaczego nie ma naszej łodzi?

Ciągle podpływają jakieś jachty, katamarany, łodzie, ludzie wchodzą na pokład, a my dalej czekamy. Wpływa na nabrzeże nawet jakiś mały śmieszny pontonik. Ciekawe po co…

Mosiek 2 persons? Yes.  Buty ściągać i wsiadać. Z nami jeszcze z 8 osób.

I wtedy doznaję olśnienia. Kilka miesięcy temu gdy Miś Travel planował atrakcje na wyspie Kawai’i, znalazł firmę oferującą rejs do Na Pali ale niestety limit wieku nas nie puścił. Max 40 wiosen, a Niedźwiedź 50+, ja 50-, uff nie trzeba będzie ekstremalnego rejsu.

Jakże się mylę nie wierząc w Niedźwiedzia, który później wytropił inną firmę i wystarczyło potwierdzić, iż jest się w świetnej kondycji i formie…

No i nie mam wyjścia. Wsiadamy. Nogami trzeba się zahaczyć o linę, rękami o kolejne dwie i jazda.

Po spokojnym wypłynięciu z portu nasz kapitan odkręca na maksa muzykę oraz dwa wielkie silniki. No wyrwało nas ale to nic przy zakrętach. Najpierw w prawo, wszyscy z przeciwnej buty wiszą nade mną, potem w lewo, ja wiszę nad nimi. Poza przerażeniem mocny zastrzyk adrenaliny. Cholernie nam się podoba 😁

A Na Pali? Jest osobliwe, majestatyczne, jedyne w swoim rodzaju. Strzeliste skały pokryte soczystą zielenią. Do tego słońce próbujące przebić się przez ostre wierzchołki. Tutaj nawet kręcono sceny Jurassic Park. 

Wpływamy do tajemniczych jaskiń.

Do tego w drodze powrotnej napotykamy chmarę rozbawionych spinner delfinów.

A ten ponton, to okazuje się, że to od amerykańskich marines. Możecie sobie więc wyobrazić prędkość i komfort tej wycieczki.

Na drugi dzień nie mogę utrzymać filiżanki z herbatą w rękach.

Ale to nie koniec mrożąncych moją krew w żyłach atrakcji.

Lot helikopterem. Marzenie z gwiazdką. *nie takim ratunkowym. Znając hopla Amerykanów na punkcie bezpieczeństwa i odpowiedzialności, gdzie jak nie na Hawajach spełnić swoje marzenie?

Są dwie opcje. Z drzwiami lub bez 😬 no nie żebym się bała latać bez drzwi tylko, że trzeba wiązać sobie telefon do ręki, kamerę, włosy spinać. Same problemy. Poproszę z drzwiami.

Przyjeżdżamy na lotnisko. Okazuje się że to nie helikopter tylko helikopterek.

Ale zaraz, dlaczego panowie demontujecie drzwi? Jak chce z! Bo pilotowi ciepło. Wyciągamy przednie, a wy jak sobie chcecie mieć drzwi to wam zostawimy.

A teraz trochę widoków Na Pali, które warte były wszystkich wątpliwości czy lecieć i rozbicia skarbonki.

Do wielkich atrakcji jeszcze muszę dodać nocne snoorklingowanie z gigantycznymi mantami na wyspie Kona.

W sumie w ciągu prawie trzech tygodni odwiedzamy 4 wysypy. Każda jest trochę inna i ma inne atrakcje. 

Hawaje są jednym wielkim planem zdjęciowym. Rowerami wybieramy się na mały rekonesans do parku Kualoa Ranch.

Będąc na Hawajach koniecznie trzeba wspomnieć o bardzo przyjaznych i wesołych ich mieszkańcach, szczególnie polinezyjczykach. Ale przybyli z lądu Amerykanie też są bardzo fajni. Większość to krejzole surfingowcy. Tutejsze fale są gigantyczne. U nas budzą respekt, u nich żądze szaleństwa.

Ważną sprawą jest tu lokalna kuchnia. Mieliśmy duże obawy, że będzie niezdrowe i paskudne amerykańskie żarcie. Co za miła niespodzianka. Wpływ japońskiej kuchni stworzył tu kulinarne arcydzieło. Ahi czyli tuńczyk serwowany na surowo jako poke bowl albo stek medium rare. Do tego ryż gotowany z japońskim kunsztem jak do sushi.

Oprócz tego jeszcze ryby Mahi mahi albo Ono. Genialne smaki.

I jeszcze kilka słów o Honolulu. Wyobrażałam sobie betonowe miasto bo doczytaliśmy, że mieszka tam około 1 mln osób czyli większość Hawajczyków. Stolica okazuje się bardzo nowoczesna w swoich wieżowcach ale zawsze w otoczeniu palm i innej bujnej tu roślinności. Dużo tu fajnych restauracji i sklepów z hawajskiej ciuszkami.

Jedna z najbardziej znanych na świecie plaży czyli Waikiki ok ale nie w naszym stylu. Wolimy te bardziej dzikie.

W Honolulu poza obowiązkowym do zwiedzenia Perl Harbour

jeszcze jedna atrakcja zwieńczająca historie Hawajów – Auana, spektakl Cirque du Soleil. Szaleńcze akrobacje przeprowadzają nas przez dzieje tego młodego lądu. Przybycie Polinezyjczyków i ich życie w zgodzie z piękną naturą, wybuchy wulkanów oraz amerykańska fascynacja tutejszych plażami. 

Tu też świętujemy koziorożcze urodziny. 

Wszystkiego najlepszego i samych sukcesów w planowaniu nam kolejnych podróży