Normalnie z Kairu powinniśmy wyjechać o 7 rano ale nasz kierowca obawia się mgły i zamknięcia drogi zatem musimy wyruszyć o 5.30. Nie bardzo rozumiemy o co chodzi z zamknięciem drogi i wyjazdem jeszcze grubo przed wschodem słońca ale ok, zgadzamy się.

5.30 stwiamy się na parkingu przed hotelem. Okazuje się, że poza kierowcą i przewodnikiem będzie z nami jechał jeszcze… policjant. Niby nie problem ale wsiada nam do auta jakiś pan w śnieżnobiałej koszuli i czarnym garniturze, spod którego wystaje mu pistolet!

Ruszamy w takim składzie ochoczo na północ. Rzeczywiście po wyjeździe z zabudowań wpadamy w mleko. Absolutnie nic nie widać. Trochę sie cykam ale nasz rajdowiec jedzie naprawdę powoli no i mamy ze sobą tajne służby mundurowe, nic nam się stać nie może.

Nie ujeżdżamy zbyt daleko. Po ok 30 minutach ślimaczenia w nicości rozbłyskują przed nami liczne pomarańczowe światła. Dalej nie ujedziemy, utknęliśmy na dobre wraz z setką innych niepoprawnych jak my optymistów. Droga zamknięta z powodu mgły. Wszyscy stop.

W zasadzie nie ma się co irytować. Każdy wiedział o takim wariancie. Nasz anioł wychodzi z auta i przez słuchawkę w uchu komunikuje się pewnie z centum dowodzenia. Nam nie pozostaje nic innego jak kontunować zbyt krótki dziś sen.

Budzi mnie jasność, jasność dnia przytłumiona bielą. Dalej stoimi, niemalże zakleszczeni innymi pojazdami. Termin „korytarz życia” pewnie nawet nie istnieje w języku arabskim.

Nagle zaczyna się wielka trąbiada. To chyba oznaka, że otworzyli przejazd. Wszyscy nagle ruszają i jestem w szoku, że nie dochodzi do żadnej stłuczki.

Alexandria to inna bajka historyczna z miksem różnych mitologii. Tu więcej „młodszych” zabytków. Na pewno katakumby są godne wspomnienia.

w związku że to miasto basenu śródziemnomorskiego (podobno największe), widać tu znaczne wpływy europejskie. Jest fajny Cornish czyli deptak przy wodzie, ludzie mniej krzykliwi i ciut mniej śmieci niż w Kairze.

Trochę nas irytuje, że po całej Alexandri chcą nas wozić autem i kategorycznie postanawiamy się zbuntować. Jadąc wzdłuż cornishu każemy się zatrzymać byśmy mogli wyjść na spacer. Oświadczamy, że spotkamy się przy bibliotece. Muszą nas posłuchać choć kierowca biadoli, że niebezpiecznie bo ruch duży. Ale nagle jak feniks z popiołów albo raczej Filip z konopi wyskakuje za nami z auta nasz policjant. Bez zastanowienia zatrzymuje lawinę samochodów i przeprowadza nas na drugą stronę. Potem jak profesjonalny bodyguard idzie za nami ale w sporej odległości byśmy nie czuli się skrepowani. Wszystko i wszystkich ma pod kontrolą! Dla uważnych, zdjęcie naszego bohatera poniżej.

Na koniec naszej samowolki oferuje nam swoje usługi jako fotograf 🙂

Tak naprawdę, to wcale nie podobało nam się, że mamy na pokładzie uzbrojonego nieznajomego i na tę okoliczność postanowiłam przepytać Yasira, naszego przewodnika, kto tajniaka zaprosił. Okazuje się, że nikt. Firmy organizujące zagranicznym turystom wycieczki muszą zgłaszać plan podróży w hotelu, a dostęp do tych materiałów ma specjalny oddział policji o nazwie The Tourism and Antiquities Police. No i siedział sobie w naszym hotelu jeden tajniak, a że nie trafiła się żadna duża wycieczka autrokarowa, żadni Żydzi czy chociaż Amerykanie, z nudów pewnie postanowił zabrać się z nami. Oni podobno wszedzie mają w restauracjach daromowe posiłki więc za pełną darmoszkę, w zamian oczywiście za chronienie nas nie wiadomo przed czym spędził cudowny dzień w Alexandrii.