Nasz dwutygodniowy pobyt w Zambii szanowny organizator wyprawy dzieli na trzy części. Park Narodowy Lower Zambezi, PN Kafue i Livingstone.

Ale zanim dotarliśmy tu, musiałam dostać urlop zgodnie z procedurami korporacyjnymi. Warunkiem jego otrzymania była deklaracja, że nie będę spać w namiocie i narażać życia przez niechcące zdeptanie mnie przez słonia czy pożarcie przez lwa. Jak obiecałam, tak zrobiłam. Rozbiliśmy skarbonkę i zarezerwowali mniej luksusowe lodge w środku parków, bo po luksusowych strzelilibyśmy tillta finansowego.

I Park Narodowy Lower Zambezi.

Aby tu dotrzeć jedziemy 5h samochodem z Lusaki, potem 2h łódką po rzece Zambezi. Ledwie wypływamy, a już znad wody pokazują się różowe uszka ciekawskich Hipolitów. Tylko co ich tak dużo? Do tego skaczący do wody z brzegu crocsowi giganci.

Niby miło ale czy my na pewno jesteśmy bezpieczni? Na odwrócenie uwagi od wodnych killerów podpływamy do ślicznego słonia pasącego się na nasze szczęście na wysokim brzegu. Ale ładny słonik tylko zaraz, on chyba chce skoczyć na nas, zaczyna trąbić, wachlować uszami i chyba się wkurza na nas.

Ups. Robi się średnio miło, i my tu będziemy musieli spać aż trzy noce? :-/

Na szczęście lodga o nazwie Royal rzeczywiście jak dla nas jest królewska i czujemy się w niej bezpiecznie. W totalnej dziczy przy brzegu wybudowano kilka domków, każdy z własnym małym basenem, tarasem, który później okaże się moim centrum sterowania ruchem 😉

Codziennie czekają nas dwie aktywności czyli poranne i wieczorne safari (drive lub walking albo canue).

Tutejsze zwierzęta często widzą samochody. Raczej się nie boją. Niektóre nawet są ciekawskie jak te słonie, który trochę nas wystraszyły ale i też podekscytowały.

Każdego dnia czujemy się coraz pewniej i namawiamy przewodnika Neversa na długie poranne walking safari.

Obowiązkowo w asyście ochroniarza z giwerą ruszamy najpierw wzdłuż rzeki. Nevers co chwile sprawdza kierunek wiatru, żeby wiedzieć jak się poruszać gdybyśmy przypadkiem spotkali słonia, hipopotama czy innego potwora (bawoła? :-/). Wiadomo, że mamy (nie)szczęście i w drodze powrotnej w stronę auta z ok 300m Nevers wypatruje słonia. Musimy na paluszkach nieco zmienić kierunek marszu. Perspektywa z ziemi jeszcze bardziej uświadamia, jakie majestatyczne ale i przerażające są te ogromne afrykańskie słonie. Niewiele dalej, znów przed nami Nevers zauważa drugiego słonia idącego prosto na nas, a tak naprawdę to chyba idzie do tego poprzednio dojrzanego. Więc znów zmieniamy kierunek marszu na nieco trzęsących się nogach. Na szczęście cali i zdrowi docieramy do naszego auta gdzie czekający na nas Joan przygotowuje nam herbatę i częstuje herbatnikami. To jest moment wielkiego szczęścia, podobnego do chwili, gdy zdobywa się jakiś trudny szczyt. Euforia z przetrwania i osiągnięcia celu na chwile przykrywa te chwile strachu i zwątpienia w słuszność tego na co zdecydowaliśmy się.

II Park Narodowy Kaufe

Z poczuciem wiedzy o słoniach i oswojeniem się z ich bytnością w poprzednim parku, po wielogodzinnej jeździe (z noclegiem w Lusace) docieramy do rzeki Kafue, na brzegu której czeka na nas łódka, którą przeprawiamy się na drugi brzeg do Lodgy Kaingu. Płynąc ok 10 minut nie możemy wyjść z zachwytu, tu jest pięknie i zupełnie inaczej niż na wcześniejszej rzece. Mijamy liczne katarakty albo hipopotamy bo z daleka trudno je odróżnić 😉

To zakwaterowanie ciut mniej luksusowe ale domek jest i tak super wyposażony, no może brakuje drzwi do łazienki ale w sumie dla nas nie ma to większego znaczenia.

Schemat pobytu ten sam, codzienne safari. Na zachód słońca wybieramy się spacerkiem z przewodnikiem Davidem i strażnikiem ze strzelbą na najwyższy punkt w okolicy. Zielone korony drzew rozpościerają się na wiele kilometrów w każda stronę.

W między czasie z innego kierunku przyjeżdża gazikiem prawie jak z MASHa kierowca, by nas odebrać, a wcześniej uraczyć ginem z tonikiem. Nieco rozluźnieni wsiadamy do wysłużonego starego Land Rovera i wracamy już po ciemku na wyczekaną kolację. Nagle niemalże przed naszym autem objawia się słoń. Wściekły słoń. Oczywiście zatrzymujemy się i w ciszy przy natychmiast wyłączonym silniku nieruchomo czekamy na dalszy bieg wydarzeń. Ten słoń nie jest taki jak w poprzednim parku. Bardzo na nas trąbi, robi kilka kroków do przodu jakby chciał na nas natrzeć. Teraz to naprawdę się boję. David wytrzymuje nerwowo sytuację i rusza dopiero gdy słoń odpuszcza straszenie nas i odwraca trąbę. Ale my jeszcze długo patrzymy za siebie czy nie biegnie za tym zupełnie odkrytym autem.

Po wieczornych rozmowach przy ognisku, już na spokojnie decydujemy się zakwalifikować to potencjalnie niebezpieczne zdarzenie jako słoni wybryk.

Kolejny dzień to magiczny poranek na rzece Kafue.

Popołudniu czas na wyjazd w teren. Jadąc po prawej stronie zauważamy słoniową mamę z dzieckiem. Nie jest zachwycona naszym towarzystwem, trąbi na nas ale nie zbliża się i tylko lekko wachluje uszami. Już mamy odjeżdżać gdy na pełnym trąbieniu dobiega do niej i tym samym prawie do nas starszym osobnik. Zaczyna robić się bardzo niemiło. David znów wytrzymuje nerwowo ale ja strasznie się boję. Słoń dwa razy podbiega do nas blisko, trąbi i macha wielkimi uszami. Po ok. 10 minutach David odpala silnik i powoli odjeżdża chcąc pokazać słoniowi, że nie boimy się go (ha ha ha) ale też nic od niego nie chcemy, a na pewno zrobić mu krzywdy.

Ja po tym zdarzeniu mam definitywnie dosyć. Nie wierzę już w przyjaźń słoniowo – ludzką, jestem przerażona i nie mam ochoty więcej oglądać słoni, które w mojej opinii tylko narażone są przez nas, głupich turystów, na stres.

Wieczorem po kilku podwójnych ginach z tonikiem zaczynamy analizować co się tu wydarzyło i szukać odpowiedzi na przyczynę tak odmiennego zachowania słoni w porównaniu z poprzednim parkiem. Po licznie przeprowadzonych rozmowach z przewodnikiem Davidem, strażnikiem należącym do African Parks, właścicielami lodgy i zgłębieniu tematu w Internecie przez Niedźwiedzia, zaczyna się nam rysować odpowiedź.

Park Narodowy Kafue stosunkowo od niedawna stał się częścią African Parks (później napiszę coś więcej o tym). Dopiero od włączenia do organizacji, Zambia poradziła sobie z kłusownictwem na tym niemałym terenie (22,4 tyś km2) co i tak wydaje mi się być niemożliwym, by patrolować jakby całe województwo Dolnośląskie i chronić każde zwierzę na takiej powierzchni. Ale do rzeczy. Wiele słoni niestety pamięta widok człowieka, który kojarzy im się ze śmiercią jakiegoś członka ich stada. Słonie mają świetną pamięć i rejestrują zdarzenie zastrzelenia na ich oczach bliskiego im osobnika.

Oczywiście jest nam przykro i sami nie wiemy czy to dobrze dla nich, że tu jesteśmy. Ale gdyby nie my, turyści płacący naprawdę sporo, nie byłoby finansowania dla African Parks na ochronę tych gigantycznych terenów. Ta kasa z opłat za wjazd do parku, napiwek dla guida czy strażnika oraz opłata za nocleg w lodgy świadczącej naprawdę wysoką jakość usług idzie m.in. na walkę z kłusownictwem. Niejednokrotnie właśnie ci kłusownicy są edukowani i dostają ofertę pracy jako strażnicy. Bo to nie są źli ludzie, którzy dla własnej przyjemności zabijają, tylko dla pieniędzy potrzebnych do wyżywienia ich rodziny (już nie będę tu kminić kto nielegalnie kupuje kość słoniową). Lodga Kaingu zatrudnia 25 osób, a każda z nich ma rodzinę czyli daje środki do życia około 250 osobom…

Dlaczego w Lower Zambezi słonie chętnie pozowały do zdjęć i nie straszyły? Bo park jest mniejszy (4 tys km2, tylko, ha ha), dłużej istnieją w nim liczne lodge i tym samym jeździ więcej aut i ludzi. Dawno uporali się z kłusownictwem więc zwierzęta nie widzą zagrożenia w człowieku. Jak dla mnie to świat idealny do którego powinniśmy dążyć.

W Parku Kafue śpimy jeszcze w dwóch lodgach, Nanzhila Lake Camp i Nanzhila Plain Camp.

Spędzając kilka dni widzimy wiele zwierząt, nawet hipopotam i słonie przychodzą do nas ale jak przystało na te kafuańskie, wszyscy czują przed nimi respekt i obserwujemy z odległości, jaką to słoń czy hipek wyznaczył, nie my. 

Tu znajdujemy w czasie popołudniowego relaksu magazyny wydawane corocznie przez African Parks, raportujące wydarzenia z minionego roku oraz rozliczające się z otrzymanych środków.

No i wraca moja wiara w dobro człowieka i możliwą pozytywną relację z naturą.

Jako smaczek na koniec pobytu w Kafue tylko dodam, że kierowca zabierający nas z ostatniej lodgy był tak zwanym transfer driverem, żadnym przewodnikiem tylko zwykłym miłym panem, który przyznał, że też boi się słoni. Zatem jak szalony pędzi z nami by jak najszybciej znaleźć się na normalnej drodze i nie spotkać słoni. Ale co się wydarza? Oczywiście, że wpadamy jadąc zdecydowanie za szybko niemalże pod nogi słonia. Ten trąbi, a nasz kierowca zamiast się książkowo zatrzymać i wyłączyć silnik pędzi przed siebie. Ten po prawej zaskoczony słoń chyba nie ogarnął, że zwiewamy ale jego kumple nacierający na nas (nie przesadzam) z lewego naprzeciwka zdecydowanie tak. Więc kierowca redukuje biegi i co fabryka dała na przód, by na włos uniknąć kolizji z biegnącą z lewej gromadą. Kierowca dobrze ocenił prędkość i odległość, nic się nie stało ale do wyjazdu z parku pędzimy w przerażeniu uciekając już chyba tylko przed własnym strachem.

III Livingstone i okolice.

Na koniec jedziemy do Livingstone.

Dużo atrakcji, wśród których również jednodniowa wycieczka do Parku Chobe w Botswanie. I tu potwierdza się wszystko co wcześniej napisałam.

Słoni w Botswanie jest ponad 150 tyś, już dawno poradzono sobie z kłusownictwem. Tutaj trąbate jak widzą że jedziesz, zatrzymują się jak przechodnie na nieoznakowanym przejściu  i czekają aż przejedziesz. A jak się zatrzymasz bo chcesz zrobić im zdjęcie, patrzą ładnie na Ciebie i przechodzą na drugą stronę. To samo antylopy. Kompletnie nie rusza ich samochód. Zachowują się jak święte krowy. Żyrafy – luzik. Nawet krokodyle uśmiechają się do zdjęcia i nie chce im się nawet ruszyć grubym i wielkim ogonem by nas niby nastraszyć.

Jeśli tylko kraje nieradzące sobie z kłusownictwem włączą się do programu Africa Parks, a my będziemy je wspierać poprzez podróże (małe i duże 😉), nasze tzn. Wasze dzieci i wnuki będą mogły odwiedzać afrykańskie parki i podziwiać te wszystkie wspaniałe zwierzęta, którym widok człowieka nie będzie sprawiał bólu.